Twierdza zdobyta

   Ultramaraton Wyszehradzki Twierdza Przemyśl to wyjątkowy bieg stworzony przez samych biegaczy z Przemyskiego Klubu Biegacza, rozgrywany po raz drugi na dwóch dystansach: cesarskim (ok. 55 km) oraz fortecznym (ok. 21 km). W tym roku również mieliśmy na nim swoich przedstawicieli, ale to co zrobił Marcin Kruba odnosząc pewne zwycięstwo na dystansie cesarskim zadziwiło wszystkich.

Przedstawiamy jego relację z tego wyjątkowego wydarzenia:

„ … 16.06.2018 na ten dzień czekałem od kwietnia. Wraca się tam, gdzie idzie Ci dobrze, a Przemyśl najwidoczniej mi sprzyja. Wstając rano, czułem że to może być dobry dzień, szybki ubiór, lekkie śniadanie, sprawdzenie czy wszystko mam i jedziemy…
O 6:30 byłem na starcie, pogawędka z paroma kolegami, podgląd na czołówkę biegu, było paru biegaczy co się specjalizuje w biegach górskich i nawet się nie obejrzałem, a spiker już zaprasza na start. O dziwo nie czuję stresu, wręcz przeciwnie jestem pewny siebie. Startujemy dość spokojnie, trzymam się przez pierwszy kilometr z wszystkimi, wiedząc że nie ma co szaleć, bo już na początku można się zakwasić. Nogi są świeże, chyba trochę przyzwyczajone po miesiącu biegania wyłącznie po terenie pagórkowatym. Przez 6 km od startu praktycznie wciąż jest pod górkę, a ja wciąż wbiegam. Gdzie rok temu musiałem już parę razy przechodzić w marsz. Jestem drugi, straty do pierwszego zawodnika mam coś koło minuty, nie ma powodów do zmartwienia biegnę dalej swoje. Pierwszy punkt mijam, nie ma co się zatrzymywać, na razie wszystko mam czego będę potrzebował. Zaplanowałem sobie, aby brać żele mniej więcej co 7 kilometrów, na zmianę z punktami żywieniowymi. Gdzieś około 10 km, pierwszy zawodnik ma przewagi z 300 m, dość mocny na podbiegach. Nagle po zakręcie tracę go z oczu, myślę sobie, że musiał bardzo mocno przycisnąć i odskoczyć jeszcze dalej. Wbiegam na pierwszy punkt z pomiarem czasu, znajdował się na 11 km, trzeba było przebiec małą pętlę wokół fortu Prałkowce. Wracając, w końcu widzę pierwszego zawodnika, tyle że teraz jest drugi, najwidoczniej musiał się zatrzymać na chwilę. Od tego momentu to ja prowadzę, wiem, że to ja ustalam teraz warunki. Reszta musi mnie gonić, co za tym idzie tracić więcej energii. Staram się troszkę przyspieszać na zbiegach, a pod górki dalej wbiegać. Gdzieś około 20 km, wybiegam z lasu, tu zaczynają się pola i bardziej płaska trasa. Na razie jest ok, ale słońce będzie coraz mocniej grzać i dawać się w znaki. Na 29 km pierwszy raz trzeba przejść w marsz. Zaczyna się trudny podbieg na fort Łuczyce, nie ma co tracić sił, a przewaga nad drugim zawodnikiem musiała być wystarczająca. Bo na szczycie nie widziałem na dole jeszcze nikogo. Obiegam fort i teraz w dół, do punktu gdzie można troszeczkę odpocząć. I chyba tu popełniam błąd, bo mogłem więcej zjeść, na następnych kilometrach czuję pustkę w żołądku, żel po 38 km nic nie daję. Na dodatek słońce jest nieubłagane, ciepło, duszno. A ja tracę powoli siły i tempo spada. Na 47 kilometrze, gdzie znajdował się przedostatni punkt, troszeczkę odżyłem, zatankowałem dwa soft flaski do pełna, jeden wodą, drugi izotonikiem. Dostając przy okazji informację, że drugi zawodnik jest jakieś 400 metrów za mną. Wiem, że to mało, a do mety jeszcze dość daleko. Tu zaczęła się walka nie z rywalem, tylko z samym sobą. A na dodatek zaczyna się trudny odcinek na kopiec Tatarski, w głowie wmawiałam sobie, aby utrzymać przewagę do tego momentu… 53 km wchodząc na szczyt kopca, już praktycznie na czworaka, bo jest naprawdę stromo. Obracając się, nikogo nie widzę, jestem szczęśliwy, bo to znak, że nie mogę tego przegrać, mam za dużą przewagę, a do mety zostało niecałe 3 km. Wbiegając na rynek czuję ulgę, słyszę już spikera, który wymawia moje nazwisko. Przekraczając linię mety, zmęczenie przegrywa z radością, znów pojawia się po prawie 40 km uśmiech na mojej twarzy. Wygrywam II edycję Ultramaratonu Wyszehradzkiego z czasem 05:00:14. Przemyśl znów okazał się szczęśliwy dla mnie, i chyba odkryłem w sobie ultrasa. Zobaczymy co przyniesie przyszłość…”

Marcin K

Serdecznie gratulujemy Marcinowi zwycięstwa i życzymy sukcesów na trasach ultra.