Zimowy półmaraton :)

   „Biegam bo Lubię Lasy” to hasło przyświecało zawodom, które odbyły się 11 lutego br. w Zabiałej, na terenach Lasów Państwowych Nadleśnictwa Oleszyce . W tym roku odbyła się już V edycja Oleszyce Półmaratonu i tradycyjnie lista startowa zapełnia się już kilka godzin po jej otwarciu.

   Organizator imprezy w tym roku starał się pomóc w zbiórce pieniędzy na zakup protezy dla 23-letniego Mirka Gajerskiego z Cieszanowa, który w lipcu uległ poważnemu wypadkowi, w wyniku którego stracił nogę. Każdy uczestnik mógł dedykować mu swój bieg i wesprzeć zbiórkę wpłacając pieniądze. Informacje dla osób chcących pomóc znajdują się w linku:

http://zlubaczowa.pl/index.php/news/wydarzenia/3701-23-letni-mirek-z-cieszanowa-stracil-noge-potrzebuje-pomocy

   Do Oleszyc wybraliśmy się sporą grupką Sokołów. Z Jarosławia wyjechaliśmy nieco szybciej, żeby spokojnie dojechać i odebrać pakiety startowe. Osoby chętne mogły wziąć udział, w odbywającej się godzinę przed biegiem, polowej Mszy św. odprawianej przez biegających księży. Na starcie, usytuowanym w okolicach leśniczówki Zabiała stanęło 300 osób, a wśród nich 22 Sokołów. Trasa tegorocznej edycji została częściowo zmieniona i poprowadzona na jednej pętli, zmiana ta bardzo się wszystkim uczestnikom spodobała. Sceneria dookoła była wręcz bajkowa, prawie jak z krainy lodu, drzewa pokryte śniegiem, a sama trasa naprawdę świetnie oznaczona. Wystartowaliśmy o godzinie 11.00 i do pokonania mieliśmy ponad 21 km po niełatwym, leśnym i zaśnieżonym terenie.  

  Od samego początku starałam się biec według wcześniej ustalonego planu. Każde zawody to dla mnie duże emocje, niemały stresik, ale tym razem było nieco inaczej, do tego biegu podeszłam dość spokojnie, może dlatego, że biegłam z mężem. Od samego początku starałam się potraktować go jak normalny trening w 2 zakresie, tylko nieco dłuższy niż zwykle, i tą myśl miałam cały czas w głowie. Do 10 kilometra, musiałam się powstrzymywać, żeby nie biec za szybko, wiedziałam, że nie mogę, bo na końcówce może zabraknąć mi sił. Warunki nie należały do najłatwiejszych, trasa w całości pokryta była śniegiem, momentami na leśnych ścieżkach i koleinach, było bardzo ślisko. Przed startem miałam dylemat w jakich butach pobiec, wybrałam terenowe i bardzo szybko przekonałam się, że była to dobra decyzja. Atmosfera podczas biegu była bardzo miła i przyjazna, dość długo biegliśmy z dwójką biegaczy z grupy Planeta Nisko, którzy podobnie jak my będą biec kwietniowy maraton w Krakowie, rozmowy, żarty, śmiechy i nawet nie wiem kiedy pojawiła się tabliczka z 15 km. Później było nieco ciężej, czułam zmęczenie, zaczęłam bardziej oszczędzać siły i skupiłam się już tylko na biegu, co jakiś czas spoglądając na zegarek czy udaje mi się utrzymać ustalone wcześniej tempo. Na ostatnich kilku kilometrach bardzo pomogła mi świadomość, że Paweł jest blisko, tuż przede mną i nie mogę zwolnić, bo zostanę sama, a wtedy będzie mi dużo ciężej. Końcówka, ostatni kilometr, siły wróciły i w końcu widać metę. Radość wielka, bieg ukończyłam jako czwarta kobieta, zajmując pierwsze miejsce w swojej kategorii. A najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że mój czas 1:42:43 to nowa życióweczka uzyskana w niełatwych zimowych warunkach. Dziękuję Paweł, że biegłeś ze mną, bo mogłeś przecież dużo szybciej. Dziękuję Jacek, że tak dobrze mnie do tego przygotowałeś.  

Po biegu na wszystkich uczestników czekał ciepły posiłek, herbatka, każdy mógł ogrzać się przy ognisku. Klimat całej imprezy był niepowtarzalny, a organizatorzy jak co roku bardzo dobrze się spisali. 

Wszystkim koleżankom i kolegom gratuluję osiągniętych wyników. Najszybciej z Sokołów trasę pokonał Marcin Kruba (1:22:10) zajmując 2-gie miejsce Open. Pierwsze miejsce w kategorii M30 należało do Kamila Motyki (1:28:07), natomiast dwie nasze klubowe koleżanki Marta Oronowicz (1:44:57) i Ewa Szymańska (1:57:41) zajęły 2 miejsca w swoich kategoriach wiekowych.

Marta Jop

Link do wyników: http://www.jgbsokol.pl/nasze-starty/