piątek, 2 grudnia

   Trzeci weekend października to dwie kultowe imprezy biegowe dające gwarancję niezłej wyrypy i sponiewierania. To oprócz rywalizacji czysto sportowej także doskonała okazja na walkę ze swoimi słabościami i przesuwania własnych możliwości.

   Sobotni poranek 22 października zaczynamy od Łemkowyna Ultra Trail, imprezy jednej z tych na które warto choć raz się wybrać i zakosztować słynnego błotka. W tym roku na uczestników czekało do wyboru pięć dystansów: 30, 48, 70, 100 i 150 km, a nasi zawodnicy wybrali wersję ŁUT-70 km z sumą przewyższeń ok. 2500 m i limitem czasowym 13 godzin.
   Jako pierwszy z naszej dwójki na mecie melduje się Paweł Ciuba z czasem 09:44:00. A oto jego relacja z ŁUT:

„… Moje pierwsze spotkanie z Łemkowyną zaczęło się nie najlepiej. Po szybkiej rejestracji okazało się, że organizacyjnie jest tak sobie. Start Chyrowa, meta Komańcza, transport na start dodatkowo płatny 50zł, a do tego biuro zawodów w Krośnie. Niby w regulaminie stoi ale kto czyta regulaminy. Potem jednak było tylko lepiej. Nocleg u sołtysa w Komańczy, może nie najpiękniej ale gościnnie i wygodnie, pobudka o 3:50, posiłek, sprawdzenie ekwipunku, rozgrzewka 1,5 km do autobusu (kto się rozgrzewa przed ultra, wariactwo). Jeszcze krótka drzemka w autobusie i godzinę przed startem, o 6:00 jestem w Karczmie pod stokiem narciarskim w Chyrowej wśród reszty startujących pijących kawę i szykujących się do startu. Na krótko przed startem miłe spotkanie z Ewą i Jackiem, starymi znajomymi ultrasami. Na krótko przed 7:00 dołącza Józef i Krzysiek i startujemy. Pogoda świetna, wschodzi słońce i zapowiada się piękny dzień choć wieje nieco ponad normę. Już za moment Beskidy odkrywają przed nami wszystkie kolory jesieni, pogoda wymarzona, sucho, temperatura optymalna, a wiatr zdaje się wiać tylko w plecy. Teren dosyć łatwy, w końcu to główny szlak beskidzki, czerwone znaki prowadzą aż do mety. Wszystkie podbiegi i zbiegi są umiarkowane i nie przysparzają dużych problemów. Oszczędzam siły, mój cel to złamać 10h. Kryzys pojawia się po 40km, jest długie, prawie 4 km podejście na najwyższy punkt trasy. Biegnę sam, gadam coś do siebie i staram się mądrze gospodarować żelami. Potem jest ostatni punkt odżywczy i w zasadzie już prawie z górki. Gonię jakiegoś gościa z kijkami a on mi ucieka. Ma dobre tempo więc się go trzymam. Zaczyna padać. Wyprzedzamy kilkanaście osób z Łemkomaratonu, na 4 km przed metą gość krzyczy do mnie: „wytrzymamy?”. Szybko odpowiadam: „pewnie że wytrzymamy!”. I gonimy tak aż do mety, gratulując sobie tego szaleństwa na końcówce. Jest 9h, 44min, doskonale. Na mecie już dobrze leje ale to nie ważne. Siadam na zewnątrz z medalem-dzwonkiem na szyi i delektuję się doskonałym żarciem, nigdzie tak dobrze nie jadłem na mecie. Kolejny bieg ultra zaliczony. Łemkowyna to impreza z klimatem gdzie natura trochę maskuje braki organizacyjne. Jak każdy bieg ultra to głównie spotkanie z naturą, wielka przygoda i spotkanie z samym sobą. Czy polecam? Oczywiście, że tak. Po dokładnym przeczytaniu regulaminu 😊 ..” Drugi nasz Sokół – Józek Zając dociera na metę w czasie 10:57:49. Wielkie brawa dla naszych śmiałków za pokonanie tak trudnej trasy.

  Z ŁUT przenosimy się w Bieszczady do Polańczyka na IV Weekend Biegowy Rysia czyli bardzo ciekawe zawody, w których biegacze w ciągu 2 dni rywalizowali na trzech trasach wytyczonych w pobliżu Jeziora Solińskiego. Rywalizację rozpoczął Bieszczadzki Klasyk Rysia (13 km), a po kilku godzinach odpoczynku Nocny Sprint Rysia (6 km), natomiast wisienką na torcie był niedzielny Bieszczadzki Półmaraton Rysia (23 km). Nasz jedyny zawodnik Andrzej Trzonek uzyskuje łączny czas 05:00:04 zajmując 11 miejsce w swojej kategorii.

Gratulujemy naszym kolegom, którzy bardzo udanie sprawdzili swoje możliwości na tych wymagających trasach walcząc nie tylko z konkurentami ale pokonując również swoje własne „słabości”.